Macierzyństwo

Macierzyństwo bez Photoshopa. Małgorzata Dawid-Mróz

Drogie Panie, mamy … miewamy gorsze dni po porodzie, gdy stajemy przed lustrem i myślimy sobie :Ooo to nie tak miało wyglądać! Różnie reagujemy, popadamy w gorsze stany, większe kompleksy a niekiedy w depresje. Żeby z dumą powiedzieć o swoim brzuchu że nie jest zwisającym worem z rozstępami a oznaką wielkiej siły, walki i dumy to na to potrzeba czasu i pracy nad sobą i wją głową.. i tu z pomocą przychodzą nam autorki(i autorzy) poniższej książki pt Macierzyństwo bez Photoshopa!

Książeczka a nawet książeczunia, jest o tym jak pokochać siebie po porodzie, jak zaakceptować niedoskonałości, które niekoniecznie znikają wraz z narodzinami dziecka, jak odnaleźć się w roli mamy i tu bardziej z tej fizycznej strony…
Autorki nie przekłamują macierzyńskiej rzeczywistości i piszą jak to jest ( a w sumie jak to u nich było) z tym ciałem po narodzinach malucha, jak z seksem i zbliżeniami, a to wszystko bez filtrów i innych upiększaczy, tylko po prostu prawdziwie, naturalnie, bez ściemy.

Niby to wszytko wiadomo i niby każda z Pań ma świadomość że piękna smukła sylwetka kobiety-mamy świeżo po porodzie pokazywana w TV to wymysł marketingowy jakiegoś szaleńca, i wiemy też że nie każda z nas będzie w połogu wyglądać jak Ania Lewandowska ALE mimo wszystko w tych hormonach, nerwach, nowej sytuacji o tym zapominamy chwiejąc swoje poczucie własnej wartości lub całkowicie je tracąc. Ta książka jest tym przypomnieniem, alarmem, dzwonkiem żeby nie pozwolić sobie zapomnieć o tym co tak na prawdę w tym wszystkim jest najważniejsze. Pomaga nie zapomnieć o tym, jakie potrafimy być piękne mimo posiadanych niedoskonałości, przypomina że tak nieprawdę nie one nas definiują. Autorki udowadniają na swoim przykładzie że można czuć się pięknie i kobieco z rozstępami, że wszystko siedzi w głowie tak naprawdę!

To nie jest jakaś wyszukana literatura, „kołczingowo-psychologiczna” ale życiowe i ciekawe spostrzeżenia wyluzowanych, zdystansowanych i fajnych babeczek / mam i jeszcze bardziej wyluzowanych mężów/ ojców . Można się pośmiać, nawet wzruszyć a nawet czegoś nauczyć ALE przede wszystkim zdystansować i wyczyścić głowę wypełnioną obrazami wymuskanych, idealnych ciał instagramowych mam….

Ja cenię tę książkę za odwagę, bo Panie otworzyły się i przyznały się do swojej tej nieidealności z wielką dumą. Przyznały się przed wszystkimi do czegoś, do czego my (jako mamy) nie potrafimy niekiedy przyznać się przed samą sobą. BRAWO! Po tych krótkich zwierzeniach, można polubić siebie i swoje poporodowe ciało na nowo!
POLECAM:)
M.

Warto dodać że: ” Autorzy przekażą całość honorarium z każdego egzemplarza tej książki na konto chorego na rdzeniowy zanik mięśni Mikołajka Kamińskiego w Fundacji Dzieciom “Zdążyć z Pomocą” Fajna rzecz w ważnej sprawie!

PS. A dla chętnych, dodatkowy wpis z * ! mój daawny wpis o tej samej tematyce! polecam kto nie czytał 🙂
https://magdakpisze.home.blog/…/mamo-niedoskonalosci-po-ci…/

Macierzyństwo

Wypalona mama. Sheryl Ziegler.

Nawet nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo potrzebowałam tej książki.. I droga mamo, uwierz mi że Ty też jej potrzebujesz! Bo choć może nie cierpisz na macierzyńskie wypalenie to nie znaczy, że nigdy Cię ono nie dopadnie!

Wypalona czyli jaka? M. in. wiecznie zmęczona, ciągle zdenerwowana, nieustannie niezadowolona, do przesady zaangażowana, ślepo zapatrzona w dziecko, na okrągło krzycząca a nawet wrzeszcząca, nie radząca sobie z emocjami, nie dająca sobie pomóc, z notorycznym bólem głowy i permanentnym stresem, ale twierdząca że to nic, że to tylko chwilowe, że to nic takiego….

Każda kobieta która jest mamą choćby jeden raz, ale na pewno miała chwile zwątpienia, bezsilności i chęci po prostu zostawienia tego wszystkiego co jest w domu i ucieczki byle jak najdalej, byle z dala od hałasu, płaczu, marudzenia, pieluch, butelek i tupania nogami.. Tylko czym różni się zwykłe, codzienne przemęczenie, dłuższy wkurw, gorszy dzień, dotkliwszy PMS od CIĄGŁEGO, NIEUSTANNEGO stresu i macierzyńskiego wypalenia lub co gorsza depresji…No właśnie jak rozpoznać swoje objawy, jak je nazwać i gdzie zakwalifikować… Czy już potrzebna jest wizyta u lekarza czy wystarczy lampka wina i rozmowa z przyjaciółką? Albo co zrobić żeby to wypalenie nigdy nas, mam nie dopadło?
I tu z pomocą przychodzi cudowna Shryl Ziegler ze swoją książką!

Nie dajcie się zwieść, że to książka dla mam noworodków, które cierpią na niewyspanie i nie mogą odnaleźć się w nowej sytuacji. Oj nie. Bohaterki naszej książki to głównie kobiety dojrzałe, matki dzieci szkolnych, nastolatków( choć mam przedszkolaków też nie brakuje) które cierpią od lat na wypalenie macierzyńskie, oczywiście niczego nieświadome, więc nie jest to poradnik jak radzić sobie z kolkami i nieprzespanymi nocami..Nie jest też skierowany do mam które siedzą zaszyte w domu bo jak się okazuje WYPALENIE MACIERZYŃSKIE DOTYKA TEŻ MAMY PRACUJĄCE I AKTYWNE ZAWODOWO!

Autorka książki „Wypalona mama” jest psychologiem, terapeutką dzieci, jednak lata pracy pokazały jej, że pracując z dziećmi bardzo często jest tak, że to nie one potrzebują największej pomocy a… rodzice, a zwłaszcza ich matki. Bo jak wiadomo nie od dziś, kiedy jeden członek rodziny ma trudności, problemy to w jakimś stopniu choruje cała rodzina.
Obserwując swoich „małych pacjentów” (dzieci) Sheryl Ziegler spostrzegła dużą zależność między ich stanem / problemami a stanem emocjonalnym ich matek i tym samym stworzyła takie pojęcie jak wypalenie macierzyńskie. Może nie tyle pojęcie, co odrębny stan emocjonalny, pewien rodzaj zaburzenia. Określając jego przyczyny, objawy i skutki, (które odbijają się na dzieciach i rodzinie właśnie), oddzieliła ten stan od zwykłego zmęczenia i ustawiła pomiędzy zwykłym przemęczeniem a depresją.

Autorka przytacza prawdziwe historie swoich pacjentów, ukazuje konkretne przykłady z ich życia w których objawia się wypalenie macierzyńskie i wyodrębniając konkretne zachowania pomaga zrozumieć problem jednocześnie dając recepty jak sobie z nim radzić. Poradnik, dzięki temu że opiera się na faktycznych rozmowach i spotkaniach, jest taki żywy, prawdziwy i mocno przemawiający do odbiorcy. Czytając niejednokrotnie czułam „o mam to samo” ” znam to” „też tak robiłam” „faktycznie tak jest”.

Nie napiszę wam czym to wypalenie macierzyńskie według autorki jest bo zwyczajnie nie chce spoilować, ale w książce oprócz obszernej definicji i wyjaśnienia tego pojęcia m. in. znajdziecie odpowiedz na pytania :
– Dlaczego jesteś taka przytłoczona?
– Jak zadbać o siebie?
– Dlaczego potrzebujesz (nawet o tym może nie wiedząc) tak bardzo rozmowy i relacji z inną mamą / stałego kontaktu z przyjaciółką.
– Dlaczego wielozadaniowość nie jest dobra?
– Dlaczego nigdy nie będziesz super, idealną mamą?
– Czy dzieci też mogą się wypalić?
– Jak dbać o relację w partnerem/mężem gdy wypalona jesteś też w związku? (w wyniku wypalenia macierzyńskiego)
– Czy stres może fizycznie boleć?
– Dlaczego ciągle jestem zajęta i z niczym się nie wyrabiam?

Macierzyństwo nas zmienia, wywraca do góry nagami dotychczasowe życie i niekiedy trudno jest odnaleźć się kobiecie w nowej rzeczywistości. Ten poradnik prowadzi przez taką codzienność każdej mamy pomagając odnaleźć się jej samej i w tym chaosie znaleźć czas dla siebie. Przejdziemy przez różne sfery życia, codzienności m.in. przedszkole dziecka, połączenie pracy z wychowaniem, podziałem ról w domu. Książka pomaga ułożyć m.in plan dnia, mądrze zagospodarować czas, wyprostować zmienione relacje, zadbać o to co najważniejsze ale przede wszystkim uczy luzu i dystansu do roli mamy.
Macierzyństwo tak jak każda praca może cieszyć i spełniać ale też wypalać właśnie, jeśli jest źle „wykonywana”, jeśli ją źle postrzegamy.

Każdy rozdział kończy się krótkim podsumowaniem tego co najważniejsze ALE przede wszystkim pod koniec każdego tematu autorka daje recepty co zrobić z danym problemem i ukierunkowuje na właściwy tor jak sobie z nim poradzić!
Niczego nie narzuca,nie mądrzy się a konkretnymi przykładami podsuwa rozwiązania, wspiera!

WOW! Ja nie spodziewałam się tego, że mi ta książka tak bardzo w wielu kwestiach otworzy oczy, ukierunkuje i zwyczajnie pomoże, bo.. jak się okazało w kilku materiach zwyczajnie potrzebuje pomocy, pracy nad sobą, zmiany myślenia i działania, z czego nie zdawałam sobie sprawy, a może zdawałam ale nie potrafiłam przyznać się przed samą sobą..
Nie przepadam za poradnikami, ale ten z pewnością przeczytam raz jeszcze bo jest nienarzucający, konkretny, życiowy, prawdziwy! Nie czułam się, jako odbiorca książki, pouczana, oceniana ale czułam że autorce zależy na tym bym cieszyła się macierzyństwem i czułam taką kobiecą solidarność, wsparcie.
Do tego napisany baardzo lekko, przystępnie. Czyta się szybko.
Minus jeden taki, że dla mnie książka jest za krótka, według mnie pewne wątki zbyt mało jeszcze wyjaśnione, ale to może moja podświadomość zadziałała komunikując mi że w danym miejscu mam problem skoro potrzebuje więcej treści? Kto wie..

„Wypalona mama” to książka którą bez wątpienia powinna przeczytać każda mama. By pomóc sobie na teraz lub na przyszłość, odnaleźć się w trudnej roli bycia mamą, ogarnąć macierzyński chaos i znaleźć w nim spokojną przestrzeń dla siebie…

Macierzyństwo

MaTka vs MaDka. Kótrą jesteś Ty?

Lubię obserwować i analizować świat, ludzi, relacje. Zdecydowanie wolę słuchać niż mówić. Stąd też moje małe obserwacje…UWAGA! Wpis trochę traktować z przymrużeniem oka!!

„Internet” wyznacza trendy, mówi co dobre, co złe. Podążaj, bądź na bieżąco, nie zostawaj w tyle… Portale, społeczności, grupy definiują nas, mówią jacy mamy być, jak się zachowywać.. No i też jak wychowywać. Internet też śmieje się, dzieli na lepszych i gorszych…W taki o to sposób internet ten wykreował maTkę i maDkę. Którą jesteś Ty?

Matka – może też być nazwana „instamamą”, to ta idealna, ta fajna, ta modna i nowoczesna. Ta która jest fit, zawsze umalowana, ze wszystkimi nowinkami na bieżąco. Oczywiście piękne, przejrzyste zdjęcia z wszystkimi możliwymi filtrami codziennie pojawić się na ŁOLU” muszą no i „lajw”. Obowiązkowo „lajw” jak minął dzień. Jakiś kubek z kawą ale tylko taki co ładnie i fanie wyglądai na zdjęciach. Matka ta podaje dziecku tylko vege jedzenie. Jarmuż i te sprawy. Słodycze? Nie u matki tylko suszone owoce, fig czy am inne daktyle…Bajek nie włącza, o nie to zło! Pokój tylko w stylu skandynawskim, na biało i bez żadnych zabawek na dywanie! – zabawki czy inne książki tylko równiutko na półkach! A te zabawki to oczywiście drewniane i najlepiej hand made jakiejś innej insta mamy. A jeśli książki to wszystkie części Pucia. To nic, że niemowlak po urodzeniu nie musi jeszcze uczyć się słów ale seria Pucia fajnie pasuje do zdjęć. Ciuszki tylko z ZARY, Pepco? – Nie nie znam. Kosmetyki tylko ekologiczne, zero parabenów, srenów i innych nazw których nie znamy znaczenia. Matka jest zawsze uśmiechnięta, dzieci też. One nie płaczą. Tak tak to jest być Matką!

W opozycji po drugiej stronie stoi Madka. To ta z której raczej internety się śmieją. Ona to ta utrudzona, nie uśmiecha się za dużo tylko psioczy, wysyła negatywne emocje. Jak coś komentuje, a komentuje dużo, to zawsze ze złością. Jest roszczeniowa. Jej się należy i już. Madka to ta, która oczywiście daje słodycze, puszcza bajki notorycznie. Nie sprawdza ile cukru jest w płatkach. Nie udziela się tak na insta no bo jak pokazać że nie ma pokoju w stylu skandynawskim z łóżeczkiem domkiem? I raczej nie wstawia „hasztagu” jestem bo jesteś, bo macierzyństwo to zdecydowanie bez lukru. Jak dodaje zdjęcia to bez filtrów, bo chyba nie wie że można ładne wstawić. To ta sama, co zbierała naklejki na słodziaki ( bo maTka to kupowała od razu za hajs wiadomo, że naklejek zbierać nie będzie) i pytała w internetach czy ktoś nie odda. Madka nie jest nie bieżąco, nie „follołuje” żadnego bloga, inne matki ją drażnią.

I jak tu żyć? …
Myślę sobie którą ja jestem? No bo tak, trochę mam z matki (mam całą serie Pucia) ale z madki to więcej ( uzbierałam gang słodziaków, mam ciągły bałagan bo pokój chłopaków nie ma stylu żadnego a już na na pewno nie skandynawskiego..) i co teraz?

Drogie mamy, po co ten cały dziwny wpis. Otóż internety próbują nam wmówić, co to znaczy być dobrą mamą, a co złą. Definiują macierzyństwo i jednocześnie nas , jednak według jakich kryteriów? Tego jaki mamy dom, jakie zdjęcia czy ubrania? Kto wymyślił te standardy super mamy? Jak nie będę na tą z insta to jestem jakaś gorsza a dziecko mniej szczęśliwe?
Droga matko, madko, jeśli kierujesz się w życiu dobrem dziecka przede wszystkim i kochasz go najmocniej na świecie to jesteś dla niego najlepszą mamą na świecie! Tyle i aż tyle. I nie ma tu znaczenia co podasz mu na obiad, w jakim łóżku ono śpi i jaką metkę ma na piżamce. Trochę świat oszalał, próbując nas zaszufladkować. Nie daj sobie wmówić, że jesteś złą mamą, bo nie robisz czegoś co inni, co jest modne, co się promuje.
Nikt nie rodzi się rodzicem, każdy się uczy. Owszem, można czytać, podpatrywać, wymieniać się doświadczeniami, ale nie ślepo naśladować i podążać za czymś bez przekonania. Mamy, kierujmy się serce i intuicją. To my same wiemy co jest lepsze dla naszych pociech. My, a nie internety.

Enjoy!

Macierzyństwo

Mam wyrzuty sumienia z powodu macierzyństwa…

Gdy słyszymy macierzyństwo mamy różne pierwsze skojarzenia. Nieograniczona miłość, ciężka harówa, nieprzespane noce, praca 24 na dobę przez 7 dni w tygodniu, najtrudniejsza życiowa misja i można by tak wymieniać bez końca.. Dla każdej mamy pewnie macierzyństwo oznacza coś innego, dla mnie ostatnio to synonim wyrzutów sumienia…

Są takie dni w życiu mamy kiedy słowa „mam dość” to za mało. Kiedy każdy krzyk, pisk malucha wywołuje drżenie rąk. Kiedy po setnym „nie wolno, zostaw” bezradnie się odpuszcza. Kiedy zmęczenie wywołuje bezsilność. Kiedy zamknięcie się w łazience i napełnienie łzami wanny nie wystarcza…

To takie dni kiedy nadchodzi apogeum. Kiedy widzimy kres własnej wytrzymałości, kiedy emocji jest za dużo i wylewają się z nas każdą możliwą stroną.. Kiedy mamy zwyczajne dość, macierzyństwa, codzienności, dzieci i siebie..

Wtedy łatwo o rozsiewanie nerwów po kątach mieszkania. Uniesiony głos wybrzmiewa częściej i częściej, zniechęcone odpuszczamy z myślą w głowie „a dobra niech ogląda te bajki i da mi spokój, weź to i już nie płacz, idź i daj mi spokój”…

I nadchodzi ten piękny moment wieczorem gdy dzieciaki śpią i można wszystko z siebie wypłakać, wyrzucić ale nie ma spokoju.. Wnaszej głowie budzą się głosy..

Nie byłaś dzisiaj dobra mamą

Byłaś słaba. Dałaś się ponieść emocjom. Pokonała cię codzienność.

Ten dzieciaczek nie zasługiwał na to, zasługuje na dużo więcej droga mamo.

Krzyknęłaś na dziecko? No jak mogłaś.

Zobacz, twoja koleżanka na insta pokazała, że można z dzieckiem spędzić kreatywnie czas.

Mogłaś dać z siebie więcej a ty odpuściłaś. Włączyłaś bajki bo ci się nie chciało. Twórczą zabawę zastąpiłaś smartfonem , zamówiłaś pizze zamiast ugotować warzywka.

Ten dzień mógł być lepszy ale ty go zepsułaś. Nawet wyjść z domu ci się nie chciało

Chata nieogarnięta, staremu się oberwało.

Wyrzuty sumienia, że można było inaczej, lepiej. Dlaczego zmęczenie wzięło górę? Dlaczego tak łatwo się dałam? Przecież ten dzień mógł być inny.. Zalewasz się łzami (czasem winem albo jednym i drugim) , masz pretensje do siebie. I choć padnięta to obiecujesz sobie, że następnego dnia staniesz silniejsza, będziesz lepszą mamą, lepszą gospodynią..

I nadchodzi to jutro które budzi cię tymi wieczornymi wyrzutami sumienia i wstajesz nadzieją, że dziś będzie inaczej, że pokierujesz tym dniem lepiej. Że będziesz lepszą mamą ..

Jednak już po chwili znowu zmęczenie daje się we znaki, dziecko nie współpracuje, buntuje się, stary zostawił nieumyte naczynia i pisze że musi zostać dłużej i musisz poradzić sobie sama..Poddajesz się, zwyczajnie chcesz uciec, wyskoczyć przez okno, zamknąć się w łazience na wieczność. A miało być dziś inaczej przecież, pamiętasz?

….

Odkąd zostałam mamą wyrzuty sumienia mnie nie opuszczają, są ze mną każdego wieczora… Dni bywają różne i za każdym razem gdy idę przed spaniem zobaczyć czy śpią moi chłopcy czuję wielką gulę w gardle, czuje, że nie wykorzystałam dnia najlepiej, że nie dałam z siebie maksa. Długo się z tym biłam i bije wciąż jednak mniej bo jestem świadoma, że tam gdzie jest prawdziwa miłość wyrzuty sumienia są zawsze. Bo zawsze dla tej osoby, którą się kocha można i chce się robić, więcej, mocniej, lepiej, bardziej. I choćby się stanęło na głowie, to zawsze jest poczucie że to za mało… Tak to już jest i będzie pewnie do końca.. Wyrzuty sumienia są nieodłącznym elementem macierzyństwa tak samo jak poczucie goryczy, niezadowolenia z siebie. Dajmy sobie miejsce na niedoskonałość. Choć każda mama jest super bohaterką, ma też prawo jak każdy człowiek do chwil słabości.. i nie ma tym niczego złego… To znak, że jeszcze nie sfiksowałyśmy 🙂

M.

Macierzyństwo

Mamo, ja też rzygam tęczą i płaczę jednocześnie


Gdyby ktoś miał kiedyś stworzyć reklamę telewizyjną propagującą macierzyństwo to wyobrażam sobie ją mniej więcej tak : Przystojny pan w eleganckim garniturze, z szerokim uśmiechem odsłaniającym zęby białe i proste jak klawisze fortepianu, gestykulując jak wytworny prezenter, stojąc na tle nieustannie rozemocjonowanego i pulsującego Las Vegas mówi : chcesz przeżyć niesamowitą, niewyobrażalnie długą podroż w nieznane, gdzie strach miesza się z ekscytacją? Istny rollercoaster emocjonalny, codzienna dawka adrenaliny, kalejdoskop uczuć, wachlarz wszystkich możliwych stanów emocjonalnych w jednej sekundzie. Chcesz poznać swoje granice możliwości i wytrzymałości? Nawet nie wiesz ile jesteś w stanie znieść!…
Kiedyś kolega zarzucił sucharem : Magda wiesz co to choroba przeciwieństw? … sraczka. rzadko i często. Tak wiem sucho się zrobiło i pewnie nie najlepsze rozpoczęcie posta ale teraz miałabym dla kolegi odpowiedz: Wojtek wiesz co to za osoba, która w jednej sekundzie, potrafi jednocześnie rzygać tęczą i wylewać przy łzy rozpaczy? To matka.
No bo drogie mamy, kto jak nie my, potrafi w tym samym czasie kochać macierzyństwo i szczerze go nie lubić?

Macierzyństwo to stan nieustannych przeciwieństw. Nikt oprócz mam tego nie zrozumie, że wieczorem po ciężkim dniu, można dziękować Bogu że nastała ta najpiękniejsza godzina dnia o której zasypiają te małe potwory jednocześnie tęskniąc już za nimi i wyczekując dnia następnego by znów je przytulić..
Że są momenty gdy chciałoby się udusić te stworki, wysłać na planetę odległą, z której nie ma powrotu jednocześnie kochając do granic możliwości, nigdy nie oddając nikomu, za nic w świecie.

Tylko mama potrafi patrzeć wieczorem na te śpiące aniołki, wzruszać się widząc jak rosną, jak rozwijają się.. „Jejku mój duży bohater, ma już 3 latka” Przeklinając tym samym czas że jest okrutny, że za szybko mija, że mógłby stanąć w miejscu. Myśli: „Niech on ciągle będzie taki słodki, taki malutki.”

Tylko my, matki szukamy możliwości ucieczki, wyjścia choćby do Biedry, choćby na pół godziny.. Ale gdy mamy już taką możliwość i jesteśmy poza domem to pędzimy i biegniemy ale wcale nie na koniec świata, a do domu, do malucha.. Byle jak najszybciej być z powrotem
Mówimy do starego : no weź go gdzieś, muszę odpocząć. Ale za 15 minut już dzwonimy: to za ile wracacie?

Strach . Boimy się o te dzieciaczki by świat był dla nich dobry, a los łaskawy… jednocześnie wierząc że sobie poradzą, że są twardzi i dadzą radę

Obiecujemy sobie, nie no tym razem pomyślę o sobie, zadbam o siebie.
W Rossmanie zatrzymam się w dziale z kosmetykami a dziecięcy regał dla mnie nie będzie istniał. Ciuszki? Nie nie wystarczy, ileż można, jemu już wystarczy, teraz coś dla siebie. Koniec końców koszyki pełne rzeczy dla malucha a w głowie myśl : dla mnie następnym razem.

Zmęczenie. Po nieprzespanych nocach, setnym wstawaniu w nocy od rana jedziemy na automacie, jednocześnie świadome i silne .. Skąd te nadprzyrodzone siły? Że mimo okrutnego zmęczenia dajemy rade?

Wściekłość. Tylko mama ma obraz w głowie: zaraz go uduszę, niech już tylko przestanie wrzeszczeć. Przysięgam, że gołymi rekami go zatłukę.. a co robi? Ze spokojem zwyczajnie podchodzi i przytula..
Choć jesteśmy wyprowadzane z równowagi i gotujemy się w środku, mamy poczucie totalnej wewnętrznej eksplozji to ze spokojem mówimy : synku to co chcesz zjeść na to śniadanko?

Nuda.. codzienność, ciągle to samo. Karmienie, przewijanie, sprzątanie.. Można wymiotować monotonią.. Ale tylko mama potrafi czuć nudę płynącą z powtarzalności dnia i jednocześnie odkrywać nowe rzeczy, cieszyć się tym co nowego nasz maluch potrafi, czego nowego dziś się nauczył. Przeklinamy tą monotonie w macierzyństwie a zarazem ją uwielbiamy

Frustracja, że nie wszystko zawsze jest idealne, że niedopracowane, że niedopięte, że nie zrobione tak jak trzeba a zarazem duma z siebie, że silna, że dzielna, że inna to by na pewno nie ogarnęła.
W jednej sekundzie potrafimy płakać z bezradności, bezsilności, by w kolejnej sekundzie wstać i pokazać wielkiego fucka światu.. ja nie dam rady?I uśmiechając się, idziemy przebrać piątą dziś kupę, dziesiąty raz umyć podłogę czy dwudziesty raz ułożyć wieżę z klocków

Tylko mama jednocześnie rzyga jedną i tą samą bajką, obudzona w nocy wyrecytowałaby ją bez przełknięcia śliny.Przeklina w myślach tego wstrętnego dziada który to napisał..ale gdy tylko dziecko poprosi, odpowiada: oczywiście kochanie że ci opowiem bajkę

Patrzymy na koleżanki bez dzieci, na te bezdzietne kobiety sukcesu. Podziwiamy: „Boże jakby to było jakbym była silna i niezależna..bez obowiązków, pampersów..Ta to ma życie ale odwracamy się i widzimy ten obśliniony pyszczek w wysmarowanej musem bluzeczce i.. Mówimy na głos: Zazdrościć to ta laska może mi, za nic w świecie bym się z nią nie zamieniła

Macierzyństwo.. Stan ciągłego emocjonalnego przeciwieństwa. Mieszają się tu wszystkie możliwe uczucia, powstają niecodzienne emocjonalne kompilacje. Poznajemy siebie. Codziennie przesuwamy granicę wytrzymałości. To niezwykła podróż w głąb naszej osobowości. Codziennie poznajemy siebie na nowo. Bywa różnie…..ale nigdy nie jest nudno!

Macierzyństwo

Mamo, niedoskonałości po ciąży? Można je polubić!

Jeszcze trochę i będzie wiosna i zostaniemy zbombardowani reklamami i sloganami typu „Czy twoje ciało gotowe jest na lato”? „Zadbaj o płaski brzuch, by powitać wakacje” . „Zrzuć niezbędne kilogramy” etc. Z A Ty, pierwsze miesiące po porodzie, patrzysz w lustro i myślisz „to nie tak miało wyglądać”..
Mały brzdąc, sprawca oponki, rozstępów i czerwonych blizn .Czy choć raz pomyślałaś, że to przez niego już twoje ciało może nigdy nie być takie jak przedtem? Ja pomyślałam i chyba więcej niż raz. Gdy zostaje się matką, ciężko się odnaleźć w nowej sytuacji, a co dopiero spojrzeć na siebie i swoje ciało( niekoniecznie idealne) z pełną akceptacją. Wierzę, że jakaś część depresji poporodowych związana jest ze zmianami naszego ciała po porodzie. Oczywiście, ciężka praca nad sobą,determinacja, dieta i ćwiczenia mogą przywrócić wcześniejszy stan. Butelki po balsamach na rozstępy też zrobią swoje, ale to wszystko wymaga czasu. A poczuć się lepiej każda z nas chciałaby od razu i…może jest na to sposób by polubić siebie szybciej aniżeli czekać na efekty kosmetyków?
Można tę kwestie załatwić po męsku i spojrzeć na siebie z zupełnie innej strony..

Faceci, samce alfa, potrafią być dumni ze swoich niedoskonałości. Ich blizny, rany to dowody męskości, walki w dobrym celu, sprawy honorowej. Chwalą się nimi niczym zdobytymi trofeami. Już mali chłopcy potrafią „cieszyć się” z bójki w szkole i z dumą liczyć siniaki.
Kobiety! Czyż nasze ciąże to nie były bohaterskie walki? Walki z samą sobą, ze swoimi słabościami? Ze zmęczeniem, bólem? A sam poród?…. I nie ważne czy naturalny czy przez cesarskie cięcie. Każda z nas tyle samo, przez 9 miesięcy walczyła o dobro dziecka, stawiając siebie na drugim miejscu. Każda z nas odmawiała sobie wiele, począwszy od kieliszka dobrego wina, kończąc na kochanej pasji, czy hobby.
Czas po porodzie, jeszcze trudniejszy . Po urodzeniu dziecka, ciągle odstawiamy siebie „na później”. Codziennie, jak heroski, znosimy piękną, ale trudną codzienność z maluchem, pełną wyrzeczeń i poświęceń. Każdego dnia toczymy mniejsze lub większe walki z monotonią, zmęczeniem, kobiecością. Jesteśmy bohaterkami każdego dnia! I nie tyle możemy, ale musimy siebie tak nazywać! Nasze blizny, rozstępy, zmienione ciało to oznaki trudu, walki i bólu. Oznaki wielkiej siły!
Teraz idź do lustra, spójrz na siebie, na swoje ciało, swój brzuch, być może nieidealny, z niedoskonałościami i zobacz jaka byłaś i wciąż jesteś dzielna. Jak walczyłaś, niczym żołnierz na polu bitwy. Bądź dumna z siebie, swojego ciała. Ale przede wszystkim z tego jaką jesteś cudowną kobietą, silną babką! A ten mały bobas, który sobie teraz leży i patrzy na Ciebie, to twoja największa nagroda, a nie sprawca całego zamieszania.

Czyż takie postrzeganie siebie, nie jest lepsze? Jakby od razu lżej… Spojrzenie na siebie w taki sposób da natychmiastowy efekt polubienia swojego ciała i siebie samej. Wiem to!
My mamy, doceniajmy się nawzajem i bądźmy z siebie dumne!

M.